Tania energia dla gmin z odpadów. Jak samorządy mogą zarabiać na tym, co wyrzucamy?
W dobie galopujących cen energii i niepewności geopolitycznej, samorządy w całej Polsce gorączkowo szukają oszczędności. Rachunki za oświetlenie ulic, ogrzewanie szkół czy zasilanie basenów miejskich stają się coraz większym obciążeniem dla lokalnych budżetów. Tymczasem rozwiązanie leży dosłownie pod naszymi nogami – w naszych śmietnikach. Komunalne biogazownie to nie melodia przyszłości, ale realna szansa na niezależność energetyczną i tańsze usługi dla mieszkańców.
Tradycyjny model gospodarki odpadami, polegający na wywiezieniu śmieci „byle dalej”, powoli odchodzi do lamusa. Jest nie tylko nieekologiczny, ale przede wszystkim – coraz droższy. Gminy płacą krocie za odbiór i zagospodarowanie odpadów, a jednocześnie płacą coraz wyższe rachunki za prąd i ciepło. Ten paradoks można rozwiązać, zmieniając myślenie o odpadach biodegradowalnych. To nie jest kłopotliwy balast, ale cenny surowiec energetyczny.
Ukryty potencjał brązowego pojemnika
Każdy mieszkaniec Polski produkuje rocznie setki kilogramów odpadów. Szacuje się, że nawet 30-40% zawartości naszych koszy to frakcja BIO – obierki, resztki jedzenia, przeterminowana żywność, a także odpady zielone z parków i ogrodów.
Gdy te odpady trafiają na tradycyjne składowisko, gniją w sposób niekontrolowany, emitując do atmosfery metan – gaz cieplarniany wielokrotnie groźniejszy dla klimatu niż dwutlenek węgla. To marnotrawstwo na gigantyczną skalę. Ten sam proces gnicia (fermentacji), przeprowadzony w kontrolowanych warunkach biogazowni, pozwala „złapać” ten metan i zaprząc go do pracy.
Poniższe zdjęcie ilustruje skalę surowca, który każdego dnia trafia do instalacji przetwarzania odpadów. To właśnie ten wsad jest paliwem dla lokalnej energetyki.

Frakcja BIO, czyli zawartość brązowych pojemników, to wysokokaloryczne paliwo dla biogazowni komunalnej.
Serce systemu: Jak działa biogazownia komunalna?
Zasada działania biogazowni jest stosunkowo prosta i naśladuje procesy zachodzące w naturze (lub np. w żołądku krowy). Odpady biodegradowalne trafiają do wielkich, szczelnych zbiorników zwanych komorami fermentacyjnymi. Tam, w temperaturze około 40-55 stopni Celsjusza, bez dostępu tlenu, bakterie rozkładają materię organiczną.
Produktem ubocznym ich „uczty” jest biogaz, składający się głównie z metanu. Ten gaz jest następnie oczyszczany i spalany w specjalnym silniku kogeneracyjnym (CHP). „Kogeneracja” to słowo klucz – oznacza jednoczesne wytwarzanie dwóch produktów: energii elektrycznej oraz ciepła.

Silnik kogeneracyjny (CHP) to serce biogazowni, które zamienia wyprodukowany przez bakterie gaz na prąd i ciepło.
Ekonomia obiegu zamkniętego: Gmina jako prosument
Dla samorządu posiadanie własnej biogazowni to rewolucja finansowa. Instalacja o mocy 1 MW elektrycznej (co jest standardową wielkością dla średniej gminy) jest w stanie wyprodukować ilość prądu wystarczającą do zasilenia kilku tysięcy gospodarstw domowych.
Jeszcze ważniejsze jest ciepło. W tradycyjnych elektrowniach jest ono często odpadem wyrzucanym do atmosfery. W lokalnej biogazowni ciepło z chłodzenia silnika może zostać przesłane ciepłociągiem do pobliskich budynków użyteczności publicznej.
Wyobraźmy sobie osiedle, na którym znajduje się szkoła, przedszkole i miejska pływalnia. Wszystkie te obiekty mogą być ogrzewane „odpadami” mieszkańców tego samego osiedla. Gmina przestaje być tylko klientem wielkich koncernów energetycznych, a staje się prosumentem – podmiotem, który sam produkuje energię na własne potrzeby. Oszczędności w skali roku mogą iść w miliony złotych, które można przeznaczyć na inne inwestycje.

Szkoły, baseny i urzędy to idealni odbiorcy taniego ciepła i prądu produkowanego w lokalnej biogazowni.